Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecię. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 kwietnia 2017

Postępy w HAED - Dziecię

W ubiegłym tygodniu zmobilizowałam się i przez kilka dni wyszywałam HAED God's Hands pod roboczą nazwą Dziecię. Niestety coś ta metoda parkowania idzie mi kiepsko. I to nie chodzi o materiał, bo jak w jednym kwadracie zmieniłam metodę parkowania na wyszywanie kwadratami w obrębie kwadratu to szło całkiem fajnie. Chyba jednak denerwuje mnie ilość plączących się wszędzie nici. Wobec takiej niechęci do wyszywania nie przewiduję szybkiego ukończenia obrazka :)

Niemniej kilka krzyżyków przybyło. Ostatnia prezentacja stanęła tu:


A przez ostatnie dwa miesiące przybyło tyle:


Ponieważ co rusz siadam do tego wzoru i robię jeden rządek to widzę, że niezbyt pilnuję robienia zdjęć. Może uda mi się teraz bardziej pilnować ze zdjęciami.

Wracam teraz do miechunek, które prawie są na ukończeniu :)

niedziela, 15 stycznia 2017

Metryczka skończona i przegląd szuflady

Wczoraj udało mi się postawić ostatni krzyżyk w metryczce dla Bąbla. Wpasowanie imienia i daty, aby to jakoś wyglądało zajęło mi cały tydzień. Na szczęście miałam zmywalny pisak do tkanin to dosyć sprawie szło i jak coś mi nie pasowało to tylko materiał pod kran i zabawa od nowa. Teraz tylko znaleźć chwilę, aby dać obrazek do oprawy i będzie można wieszać na ścianie :)


Dane techniczne:
Aida 16 ct, biała
Mulina: DMC 2 nitki
Igła: nr 28

Wzór wyszywało się bardzo przyjemnie, jednak następnym razem wyszyję ten obrazek na lnie. Bardzo dużo konturów szło przez środek krzyżyka i zdecydowanie na lnie łatwiej by się igłę wbijało. Mimo to obrazek mi się od zawsze podobał i tym bardziej się cieszę, że wreszcie go ukończyłam.


~~~~
Tak jak pisałam wcześniej, zabrałam się za oprawianie kaktusów z Antydepresyjnego SAL'u. Jak do tej pory udało mi się jedynie nadać obrazowi kształt jaki chcę uzyskać. Prace jeszcze nie są skończone :)



~~~~
Robiąc drobne porządki w szufladzie z robótkami odkopałam dwa już prawie zapomniane hafty. Pierwszy z nich to Miechunki, w których zakochałam się rok temu i planowałam bardzo szybko wyszyć. Niestety plany sobie, a życie sobie :) Ostatnia notka o miechunkach była w kwietniu prawie rok temu. Prace zakończyłam na tym etapie:


Przez ostatni tydzień jednak trochę podgoniłam, gdyż obiecałam sobie, że nie zaczynam nowego haftu, póki w miechunkach chociaż do połowy stron nie dojdę. Oczywiście obietnica nie dotyczy zakładek ;)



Drugi odkopany haft to mój HAED pod roboczym tytułem "Dziecię". Tu idzie mi o wiele gorzej, ale chcę w końcu chociaż jedną stronę skończyć. Naprawdę ta pikseloza oraz parkowanie idą mi ciężko na tamborku. Niestety nie ma obecnie szans abym kupiła sobie porządny sprzęt do haftowania kolosów więc trochę się męczę. Tutaj też mam obietnicę, że muszę jedną stronę skończyć nim zacznę coś nowego.
Ostatnio było tak:

A teraz mam tyle:

Widać, że troszkę przybyło, ale bardzo niezadowalająco :( Obecnie zamiast iść rzędem robię kwadrat po kwadracie, a przynajmniej taki mam plan. Zobaczymy czy dzięki temu będzie szło szybciej :)


Pozostałe moje hafty, a właściwie jeden z przepastnej szuflady nie ma obecnie szans na powrót na tamborek. Dla przypomnienia jest to skarpeta do zobaczenia TUTAJ. Chyba nie ma dobrego czasu dla niej, bo kolory w drzewku mi się przestały podobać. Wyszły zdecydowanie ciemniejsze niż na obrazku dostępnym w internecie i to mnie trochę zniechęciło. Haft leży już ponad rok niedotykany, ale zobaczymy. Może jednak sumienie mnie ruszy :)

wtorek, 5 kwietnia 2016

Oprawa "Żaglowca" i postępy prac

Wreszcie po wielu trudach i bojach udało mi się oprawić mój ulubiony obrazek :) Długo mi zeszło, bo o ile haftowanie idzie mi dobrze, to oprawianie moich dzieł idzie jak krew z nosa. Jak do tej pory oprawiłam sobie dopiero jeden mój obraz. Dziś się zmobilizowałam i oprawiłam drugi :) Co prawda są niedociągnięcia, gdyż oprawa obrazów to nie jest coś co lubię. Najpierw się zastanawiałam, czy dać do normalnego oprawienia, czy próbować samej kupić ramkę i się pobawić. Ostatecznie dziś krążąc po sklepach trafiłam na ramkę w przystępnej cenie i uznałam, że sama spróbuję. Najpierw musiałam pogłowić się z wycięciem ramki wokół obrazka i chyba dosłownie o milimetr zrobiłam za duży otwór. No ale cóż, człowiek uczy się na błędach. Potem chciałam normalnie włożyć obrazek i założyć tył. Niestety podczas wyszywania obrazek lekko mi się przechylił i powyciągał. Nie ma ładnego prostokąta, tylko jakiś kopnięty z dwóch stron romb. Na szczęście miałam klej magic więc jakoś sobie poradziłam. Co prawda widać lekkie wybrzuszenia kanwy, ale da się to przeżyć. Co prawda mogłam cały haft przykleić to tyłu obrazka, ale wolałam nie używać kleju na hafcie. Dlatego użyłam kleju tam gdzie go nie widać, czyli pod białą ramką. Efekty jak na pierwszy raz są do zaakceptowania. Teraz muszę pomierzyć pozostałe moje hafty i zobaczyć, czy da radę dopasować jakąś gotową ramkę do nich. Jeżeli nie, to będę musiała uzbierać pieniążki na profesjonalną oprawę.



~~~~

W odniesieniu do haftów to obecnie naszła mnie niemoc twórcza. Coś tam czasem podziubię, ale nie jest tego wiele. Chyba dlatego, że wiosna przyszła i rozpiera mnie energia, nie potrafię skupić się na haftowaniu :) Na razie mój wielki obraz został odstawiony na boczny tor. Dokończyłam rządek, który na zdjęciu jest jeszcze nieskończony i haft leży odłogiem. Obecnie nawet nie mam sił na kolejnego kaktusa, mimo, że kolory są tak energetyczne, że nie powinnam tego wzoru z rąk wypuszczać :) Liczę, że może w weekend najdzie mnie większa ochota na hafty. Ostatnio zaczęłam rozważać też udział w kolejnym SAL'u, tym razem polegającym na robieniu zakładek. Jeszcze się waham, ale może się zapiszę. Jeżeli się zdecyduję to na pewno będzie osobna notka. A teraz kiepskie zdjęcia mojego "Dziecięcia", które tradycyjnie robiłam wieczorem :)

poniedziałek, 21 marca 2016

Drugie skrzydło

Ostatnio mam jakąś wenę na mojego HAED'a. Ciągle bym tylko go wyszywała, bo jakoś szybko idzie mi z tym parkowaniem. Obecnie się zastanawiam jakim cudem kiedyś chciałam wyszywać Pawia i gołębie w ogrodzie kolorami. Ba, ja nawet spróbowałam wyszywać taki wzór kolorami, jednakże to co się działo z tyłu wzoru było jedną wielką pomyłką. Obecnie chcę jak najszybciej skończyć chociaż jedną stronę w moim Dzieciątku, bo wymyśliłam sobie, że Dziecię będzie metryczką dla mojego szkraba. A szkrab ma dziś święto, bo dziś ma pierwsze urodzinki :)
Aby nie przynudzać zdjęcia moich postępów.


Jednocześnie chcę pokazać w jaki sposób będę łączyć strony. Na początku byłam pewna, że łączenie będzie pionowe, jednakże czytając różne blogi dowiedziałam się, że często jak się łączy kartki czy kolumny pionowo to widać łączenie stron. Wobec tego stwierdziłam, że spróbuję łączyć strony w postaci schodków.


A gdyby ktoś chciał wiedzieć jak zaczynam i kończę nici to odsyłam na bloga do Joanny, gdzie wszystko jest ładnie opisane i nawet filmiki są nakręcone. U mnie natomiast wygląda to w ten sposób:


Czas na małe przemyślenia co do parkowania:
O ile nauczyłam się w miarę ładnie rozpoczynać haft i nitki z tyłu nie są jednym wielkim kłębowiskiem utworzonym w jednym miejscu, to zastanawiam się jak kończyć nitki, gdy skończę haft? Wtedy chyba pozostanie mi stara metoda przeciągania nitek pod nitkami na lewej stronie. Na razie w tej kwestii nie mogę nic wymyślić.

Podpatrzony sposób zaczynania i kończenia nitek u Joanny trochę zmodyfikowałam, gdyż jakoś nie miałam zaufania, czy nitka zostanie dobrze przymocowana, gdy przed rozpoczęciem wbiję ją trzy oczka niżej. Mnie osobiście wydaje się, że nitka nie będzie dobrze zakotwiczona czy to przy zaczynaniu czy przy kończeniu tak niedaleko pierwszego lub ostatniego postawionego krzyżyka. Dlatego ja zaczynam nitki ok. 10 oczek niżej, a kończę także ok. 10 oczek niżej. Dzięki temu mam pewność, że nitka zostanie dobrze przymocowana. A to, że więcej nici marnuję to trudno. I tak przy wyszywaniu na Luganie 25 ct nici wykorzystuje się dość wolno.

środa, 16 marca 2016

Dawno nie było...

Dawno nie pokazywałam postępów z mojego cudownego HAED'a :) Ale szczerze mówiąc na jaś czas musiałam od niego odetchnąć, gdyż ostatnia pomyłka w kolorach trochę mnie zniechęciła. Teraz jednak, gdy nadal czekam aż mąż wydrukuje mi wzór do mojego kaktusika (z komputera idzie mi tak ciężko, że odechciewa mi się wyszywania), uznałam, że pora wrócić do kolosa. Najpierw kilka zdjęć, żeby przypomnieć, gdzie skończyłam.


A to ostatnie postępy :)


Teraz kilka moich przemyśleń.
Po pierwsze błędem było używanie muliny metalizowanej. Nie dość, że strasznie się na końcach rozdwaja i beznadziejnie się ja nawleka, to jeszcze jest tak twarda, że wszystkie krzyżyki obok ciężko się robi. Jak tylko będzie w jakimkolwiek projekcie HAED mulina metalizowana to od razu odrzucam.
Po drugie muszę zacząć wyszywać krótszymi nitkami takie kolosy. Niestety nitka strasznie szybko się mechaci po ciągłym przeciąganiu przez materiał. Nawet wosk, który sobie kupiłam nie daje do końca rady. Co jakiś czas muszę podcinać końcówki muliny, bo najgorzej jest z końcami. Strasznie mnie irytuje takie marnowanie muliny, ale cóż począć. Na rzadszej kanwie czy materiale efekt nie byłby taki fajny.
Po trzecie nadal twierdzę, że na tamborku da się wyszywać z parkowaniem, przynajmniej takie malizny. Nawet już się przyzwyczaiłam do ciągłego nawlekania igły.
Po czwarte, chyba najważniejsze, uważam, że Lugana 25 ct to będzie mój materiał. Jest o wiele milsza i delikatniejsza w dotyku niż kanwa, ładnie napina się na tamborek, wygodnie się na niej wyszywa. Minusem jest jednak ta jej miękkość, gdyż dość szybko luzuje się materiał na tamborku. Na razie nie widzę, aby to było problemem, zobaczymy czy takie luzowanie materiały będzie mieć wpływ na końcowy efekt obrazu.


```

Muszę jeszcze dodać, że te zawirowania ze zmianami adresów blogów są straszne. Obecnie chyba z 5 czy nawet więcej blogów, które obserwowałam pozmieniało adresy i nie wiem jak je odnaleźć. Nie wiem też czy od razu usuwać je z mojej listy obserwowanych blogów. Takie zmiany nie są mile widziane, gdyż nieźle się namęczyłam, aby blogi, które chcę oglądać pojawiały się u mnie po prawej stronie. Strasznie toporne jest dodawanie i usuwanie z listy obserwowanych blogów, a zmiana adresu obserwowanego bloga nie chce w ogóle się przyjąć. Szkoda, że takie zmiany nastąpiły, bo teraz ja jestem pogubiona w tym wszystkim. Oby się wszystko szybko unormowało.

niedziela, 28 lutego 2016

God's Hands (3)

Minęły prawie dwa tygodnie i jakoś postępów w moim hafcie nie widać. Im dalej skrzydło wyszywam tym trudniejsze się to haftowanie robi. Na początku jak w jednym rządku było kilka krzyżyków to szłam jak błyskawica. Teraz, gdy w jednym rządku jest kilkanaście krzyżyków, w tym jedna nitka potrafi pojawić się 3-4 razy, to zaczynam się gubić. Na dokładkę dziś odkryłam w trakcie haftowania błąd. Źle zaparkowałam nitkę z jednym kolorem. Chyba z pół godziny siedziałam i sprawdzałam nitkę po nitce, czy zrobiłam jeden błąd czy więcej. W końcu okazało się, że nitka po prostu była zaparkowana o dwa rządki niżej niż powinna, a znaczek tym kolorem, który był dwa rządki wyżej, rozpoczęłam nową nitką. Nawet się dziwiłam wcześniej dlaczego nie mam zaparkowanej nitki, ale uznałam, że musiałam ją skończyć. No cóż, zdarza się, ale błąd ten jest bardzo pracochłonny.
Po wyszyciu kolejnego rządku, jak zrobiłam już ostatni krzyżyk, zaparkowałam nitkę dwa rządki niżej i przy okazji sprawdziłam przy jakim znaku zaparkowałam. Odkryłam niestety kolejny błąd :/ Najbliższe 2 rzędy przed rozpoczęciem będę musiała za każdym razem sprawdzać. A nawet nie wiem, czy nie będę sprawdzać najbliższych 4 rzędów aby się upewnić, że dobrze mam nitki poparkowane.
Całe szczęście, że w poniedziałek przychodzi moje zamówienie z pasmanterii HaftiX, w którym ma przyjść mazak do tkanin. Bezwzględnie muszę zaznaczyć sobie siatkę kwadratów, będzie łatwiej pilnować parkowania.

Oto zdjęcia, niestety kiepskiej jakości, bo coś strasznie niewyraźne mi się zrobiły.

niedziela, 21 lutego 2016

God's Hands (2)

Prawie tydzień minął, a ja zrobiłam drobne postępy w moim HAED'ie. Próbuję ogarnąć metodę parkowania przy haftowaniu i nawet nie jest tak źle.

Po tygodniu eksperymentów mam już kilka spostrzeżeń. Muszę bezwzględnie zaopatrzyć się w mazak do tkanin, aby nanieść sobie siatkę na materiał. Bez siatki wyliczanie, gdzie powinnam zaparkować nitkę jest dosyć trudne. Dlatego co kilka linijek siadam i sprawdzam, czy mam dobrze kolory zaparkowane. O ile teraz jest łatwiej, bo w jednej linijce jest do zrobienia ok. 20 krzyżyków i szybko sprawdzam czy dobrze są zaparkowane, to później może być z tym więcej zachodu. No ale wolę się upewniać co jakiś czas niż odkryć w połowie wzoru, że pomyliły mi się nitki.

Kolejną ważną lekcją jest sposób rozpoczynania nitek. W moim wzorze, gdzie nie ma tła, róg skrzydełka jest trochę wybrzuszony, gdyż musiałam rozpocząć wiele kolorów w jednym miejscu i da się wyczuć, że przekombinowałam. No ale to początki i jeszcze nie miałam wyczucia jak zaczynać nitki, aby mi się w miarę równo na tyle rozłożyły. Teraz idzie mi z tym troszkę lepiej ;)

Na kilku blogach już czytałam, że przy parkowaniu nitek nie oszczędzamy ich, bo to się nie opłaca. Wzięłam sobie tę radę mocno do serca i nie oszczędzałam nitek, jednakże popadłam w dużą przesadę. Jak miałam symbol np. + na początku 1 rzędu i dopiero po ok. 10 znakach dalej w tym samym rzędzie to ciągnęłam tam nitkę (tę samą co na początku rzędu). A gdy w drugim rzędzie ten symbol + także był na początku to tę biedną nitkę z górnego rzędu z końca znowu ciągnęłam na początek. Zamiast rozpocząć drugą nitkę, która by szła po prawej drugiej stronie wzoru, ja jedną nitką latałam z prawej strony na lewą i z lewej na prawą. Tył pracy trochę na tym ucierpiał, ale już się zorientowałam, że robiłam bez sensu. Teraz, gdy skrzydełko mi się robi coraz szersze potrafię mieć w jednym rzędzie 3 nitki tego samego koloru, jedna z lewej strony, druga idąca środkiem, a trzecia idącą z prawej strony. Co prawda więcej nitek do plątania, ale większy porządek z tyłu.

I ostatnie przemyślenie - chyba nigdy więcej nie będę używać nici metalizowanych DMC. We wzorze miałam użyć nici Kreinik, które nawet kupiłam, jednakże wydają mi się one grubsze niż jedna nitka zwykłej muliny. Dlatego zdecydowałam się użyć muliny DMC metalizowanej, która stanowiła zamiennik nici Kreinik. Jedna nitka muliny DMC metalizowanej była cieńsza niż nić Kreinik, jednakże okazała się twardsza. Na dokładkę po zrobieniu dwóch krzyżyków już zaczęła się rozwarstwiać, co mnie mocno denerwuje. A miałam przecież zamienić nici metalizowane na zwykłe, ale uznałam jednak, że nie będę zmieniać aż tak bardzo wzoru i zobaczę jak to wyjdzie. Już wiem, że mi się nie podoba. Kolejne wzory, które będę chciała robić z HAED, nie będą miały metalizowanych nici, zamienię na zwykłe DMC.

Teraz zdjęcie na czym skończyłam i gdzie jestem teraz:


Wzór wykonuję na Luganie 25 ct, muliną DMC 1/6.


Jako przerywnik zaczęłam kończyć kartkę na święta, którą zaczęłam rok temu :) Po prostu czasem wiedząc, że mam tylko 10 min na wyszywanie nie chcę brać HAED'a, bo za nim odnajdę gdzie jestem i w ogóle to mija dłuższa chwila. Ponieważ kartkę wyszywam kolorami to łatwiej mi wziąć i postawić przy niej kilka krzyżyków bez ciągłego nawlekania igły :)

poniedziałek, 15 lutego 2016

God's Hands (1)

Dzisiejszego dnia tj. 15.02.2016 r. rozpoczęłam swój pierwszy HAED :) Długo się do niego przymierzałam, ale po obejrzeniu filmików zaprezentowanych TUTAJ nie mogłam się doczekać aż zacznę. Oczywiście wybrałam sobie wzór na małą ilość kolorów, bo tylko na 15, a dodatkowo wzór jest mały bo 240 na 220 krzyżyków, ale dla mnie i tak jest to kolos. Zwłaszcza ta pikseloza mnie przerażała, bo wcześniej wyszywałam wzory tylko z polskich gazetek i do tego tylko kolorami. Sporo czasu zajęło mi podjęcie decyzji od której strony zacząć i jak stawiać krzyżyki. Do tej pory wyszywałam najpierw ////, a następnie \\\\. Jednakże po dłuższej analizie wyszło mi, że aby pozostać przy moim sposobie musiałabym wyszywać od prawego dolnego roku. Uznałam, że wolę wyszywać od lewego górnego więc krzyżyki musiały rozpoczynać się \\\\, a powrót ////. Po ustaleniu kierunku wyszywania musiałam wybrać miejsce, z którego zacznę. Dopiero po zaplanowaniu wszystkiego zauważyłam, że mój obrazek jest bez tła, co utrudniało mi zaczęcie z lewego górnego rogu, gdyż takowego nie było. Mogłam zacząć albo z lewej strony i iść od razu w górę, w bok i w dół, ale jakoś zagmatwane mi się to wydawało. Uznałam więc, że zacznę od samej góry, która na tym wzorze wypada w prawym górnym rogu. Jak zejdę niżej to zacznę się martwić co robić dalej. Ale pewnie jak ze skrzydełek zejdę na tułów to może porzucę ten fragment, aby rozpocząć całkowicie z lewej i spotkać się z już zrobioną częścią. Na razie to przede mną. Teraz dla przypomnienia co wyszywam:


A oto moje dzisiejsze postępy. Nawet zaznaczyłam na kolor co udało mi się już wyszyć. Ponieważ zdjęcia robione wieczorem to ich jakość jest kiepska, ale coś tam widać:


Dane techniczne: materiał - Lugana 25 ct biała, mulina DMC 1/6, igła 28.

Pierwsze wrażenia z Luganą są naprawdę fajne. Mulina ładnie przykrywa materiał, jedynie czasem zdarzy się jakiś prześwit. Zobaczymy jak będzie mi się pracowało na niej dalej. Żeby mieć porównanie mam zamiar za jakiś czas zacząć drugi wzór HAED, ale na kanwie 20 ct i zobaczyć, czy tez ładnie będzie się wyszywało 1 nitką. Na razie to odległe plany więc nie zawracam sobie nimi głowy :)

Chciałam się też pochwalić, że w końcu zdobyłam wzór na miechunki, który można podziwiać m.in. u Jarzębinowej. trochę mi to zajęło, ale udało mi się go zdobyć (zainteresowanych odsyłam na stronę wizaz.pl do forum). Jak tylko go zdobyłam zaczęłam planować, że od razu będę wyszywać, jednakże okazało się, że w swoich zapasach nie mam żadnego lnu do wyszywania :( Posiadam jedynie Belfast VINTAGE (MARMURKOWY) 32 ct, jednakże do tego wzoru wybitnie mi nie pasuje. Nie pozostaje mi nic innego jak poczekać do czerwca, kiedy to na urodziny znowu sobie zrobię zakupy w HaftiX'ie. Do tego czasu będę jedynie wzdychać do tego wzoru.

Jeszcze tylko wspomnę, że skarpeta "Mikołaj w oknie" obecnie została schowana, gdyż straciłam ostatnio zapał do niej. W ostatnim tygodniu może tylko kilka krzyżyków przybyło i utknęłam. Skarpeta musi znowu poczekać na wenę twórczą :)